No dobra, to teraz ja

Zacznijmy od poczatku. To mi sie juz jakis czas temu snilo. W kazdym razie, na poczatku robilem napad na jakas stacje benzynowa. I mialem zabic jakiegos kolesia, ale go nie zabijalem, bo zobaczylem, ze ma owlosione stopy, jak hobbity

I potem sie znalazlem w jakims jakby rezerwacie i tam bylo duzo zielonej trawy i roslinnosci, i domek taki w chinskim stylu. I z tego domku wyszlo duzo ludzi w takich czerwono-pomaranczowo-zoltych strojach jak maja mnisi buddyjscy i mieli owlosione stopy oni tez. I jeden z nich, sympatyczny starszy pan z siwymi kreconymi wlosami, podszedl do mnie - to byl dalai lama i zaczal ze mna konwersowac, powiedzial mi, ze da mi lekarstwo, ktore mnie wyleczy ze wszystkiego, co jest ze mna nie tak i dal mi jakas jakby rurke niebieska z gumy i ja sie mialem tym inhalowac. I zainhalowalem sie tym i sie nagle dziwnie poczulem, serce mi zaczeloi lomotac i w ogole, ale wiedzialem, ze mi sie nic nie moze stac, bo ten koles to przeciez dalai lama i on wie, ze to mi pomoze. Po chwili sie obudzilem z zatkanym nosem

)
Kolejny sen, ten jest sprzed paru dni. Siedzialem sobie w jakiejs jakby zachrystii, a w kosciele za taka biala sciana za mna, odbywala sie msza za duze zmarlego Jezusa. A ten Jezus leżał na takim bialym czyms kolo mnie i nagle wstał, wzial jakies jabłka i zrobil z nich napoj o smaku winogronowym

A potem zapytal, co sie tam dzieje, a jak mu powiedzialem, ze to msza za niego, to sie zbulwersowal, ze on przeciez zyje, a w ogole, to co oni tam wyprawiaja, on sobie zrobil tylko imprezke z apostolami, a ci go nasladuja!
Kolejny sen z mojej klasyki opowiem pozniej
